Ludzie w obozowej rzeczywistości
Przedsmakiem
obozowej traumy, w przypadku osób skazanych, było wszystko to, co przeżywały
one w trakcie toczącego się przeciwko nim śledztwa, w aresztach i więzieniach.
Najlepiej obrazują tę kwestię przypadki Gustawa i Miszy Kostylewa. Głodowe
racje żywnościowe, przemoc psychiczna i fizyczna na porządku dziennym,
odizolowanie od świata, niemożność zobaczenia bliskich, przemoc ze strony
współwięźniów, upodobniały rosyjskie więzienia do łagrów, z jedną zasadniczą
różnicą – nie było w nich obowiązku katorżniczej pracy. Aresztanci stający się w
końcu skazańcami docierali do miejsc przeznaczenia z pokaźnym bagażem
doświadczeń: byli niedożywieni, często z poważnymi uszczerbkami na zdrowiu, okaleczeni, zdezorientowani, zmaltretowani psychicznie. Wydawałoby się, że najgorsze już za
nimi, jednakże obóz pracy przymusowej okazywał się wkrótce prawdziwym
przedsionkiem piekieł.

Przybysze
do łagrów szybko poznawali realia obozowego życia i przejawiali w związku z
nimi bardzo zróżnicowane reakcje. Większość z nich, jak wynika z relacji G. Herlinga-Grudzińskiego, doznawała w pierwszych dniach pobytu w obozie umiarkowanego optymizmu, co do własnego losu i perspektywy przetrwania. Topniał on jednak wraz
z zetknięciem się więźniów z narastającym głodem, wraz ze skutkami zabójczego
klimatu i katorżniczej pracy, wszechwładzą obozowych zarządców i terrorem
kryminalistów, osadzanych w łagrach wraz z więźniami politycznymi. Powyższa
prawidłowość dotyczyła setek bezimiennych bohaterów Innego świata, o których mówi autor wspomnień, przy okazji
opisywania przypadków konkretnych osób, wymienianych jeśli nie z nazwiska, to z
inicjałów. Każda z tych opowieści stanowi czyjś przejmujący portret, a jednocześnie
świadectwo tego, jak my, ludzie, możemy się bardzo różnić i jak bardzo bywamy
podobni do siebie, zwłaszcza w warunkach skrajnych, ekstremalnych. Znajdziemy
więc w dziele Herlinga-Grudzińskiego portrety ludzi błyskawicznie złamanych
przez system, ale też obrazy ludzi łamanych długo, zanim mu ulegli, a także
tych, którym udało się ocalić własne człowieczeństwo, choćby za cenę swojego życia.
Jednym
z ciekawych przykładów postawy wobec obozowej rzeczywistości może być przypadek
kolejarza z Kijowa, Ponomarenki, który zaakceptował swój 10-letni wyrok (wydawałoby się, że pogodzenie się więźnia z losem leżało u podstaw każdej możliwości
przetrwania) i podjął się wytrwałej uczciwej pracy, pozostając w pełnym przekonaniu,
że praca ta wyprowadzi go po za bramy
obozu. Gdy w dniu kończącym odsiadkę dowiedział się o bezterminowym
przedłużeniu mu wyroku, doznał śmiertelnego ataku serca. Myśl o lekkomyślnym
zawierzeniu nadziei okazała się dla niego niemożliwa do udźwignięcia.
Podobny,
do pewnego momentu, był przebieg historii więźnia, ironicznie zwanego w łagrze „zabójcą Stalina”. Ten, niegdyś dość wysoki urzędnik komisariatu ludowego, skazany został na 10-letni pobyt w
łagrze, za strzelanie w stanie upojenia alkoholowego do portretu Stalina.
Człowiek ów – jak wskazuje relacja Herlinga-Grudzińskiego – przystosował się
względnie do obozowego życia, w którym wytrwał długich 7 lat. Jego nadzieję
zachowania życia do końca wyroku podkopała jednak podstępna choroba, dość pospolita
w obozowych warunkach, tzw. kurza ślepota, uniemożliwiająca wykonywanie którejkolwiek
z obozowych robót, po zapadnięciu zmroku. Zniweczyła ona plany odzyskania
sprawności przez „zabójcę” i w efekcie doprowadziła do jego śmierci z wycieńczenia,
poprzedzonej obłędem głodowym, który miał moc łamania poczucia godności i
człowieczeństwa w najszlachetniejszych nawet jednostkach. I nie byłoby w tej
historii niczego niezwykłego, z punktu widzenia obozowych okropności, gdyby nie
jeden z ostatnich w życiu „zabójcy” epizodów: w stanie skrajnego głodu i w trakcie
nieudanej próby wyłudzenia miski zupy od obozowego kucharza, wykrzyczał on, że
jest prawdziwym zabójcą Stalina. Wziął na siebie zbrodnię, której nie popełnił,
by u kresu życia nadać sens swemu cierpieniu. Jakby w tym głodowym
szaleństwie przeczuwał, że jedyne, co mu jeszcze pozostało, to konieczność
odzyskania przynajmniej resztek godności, potrzeba podniesienia się przed
śmiercią z upodlenia. Taki właśnie sposób okazał się jedynym możliwym.
Zupełnie
inaczej potoczyły się obozowe losy młodej Polki, nazywanej generalską córką, z
uwagi na pochodzenie. Ta bardzo młoda, piękna i delikatna dziewczyna, która
szybko domyśliła się reguł panujących w łagrze, postanowiła nie ulegać im,
chroniąc swą godność, dumę i… niewinność. Nie zaakceptowała losu zwyczajowo
przypisywanego w obozie kobietom – bezkarnie poniżanym, bitym, gwałconym.
Skierowana do ciężkich prac, zachowywała wszelkie warunki bezpiecznego
poruszania się po terenie obozu. Do tego stopnia wydawała się stanowcza w swych
postanowieniach, iż wiele wskazywało na
to, że jej się uda. Jak się wkrótce okazało,
dziewczynie wystarczyło sił i determinacji przez okres niewiele dłuższy od 1
miesiąca. Na nic zdała się duma, która nakazała jej wcześniej odrzucić
propozycję fikcyjnego małżeństwa i wynikającą z niego względną ochronę. Ugięła
się pod wpływem głodu - jednego z najskuteczniejszych narzędzi łamania ludzi
(zwłaszcza kobiet, w opinii Herlinga-Grudzińskiego). To on zmienił subtelną i
pełną godności dziewczynę w obozową kurtyzanę, wywłokę nie przebierającą ani w
partnerach, ani miejscach seksualnych schadzek. Po upływie zaledwie dwóch lat
stała się ona, jak relacjonuje autor, starą, odrażającą kobietą.
Zdecydowanie odmienny stosunek do obozowego świata reprezentowała inna bohaterka kobieca,
Natalia Lwowna. Ta, dla odmiany, nad wyraz nieatrakcyjna, wręcz brzydka kobieta,
pracowała jako jedna z zespołu obozowych rachmistrzów. Nieurodziwość chroniła
ją przed seksualnymi nadużyciami mężczyzn, wrodzone ciepło i dobroć życzliwie
usposabiały do niej wielu ludzi, zaś stosunkowo lekka praca nie narażała jej na
utratę zdrowia, czy życia . A jednak Natalia, jako kobieta mądra, inteligentna,
wrażliwa, bystra obserwatorka ludzkich dramatów, miała ogromne trudności z
zaakceptowaniem obozowej rzeczywistości. Nieoczekiwane wybawienie znalazła w
książce F. Dostojewskiego, Zapiski z martwego
domu, uświadomiwszy sobie fakt, że każdy człowiek, nawet ten uwięziony,
sponiewierany, pozbawiony wszystkich ludzkich praw, pozostaje wolny w swej
decyzji o czasie i sposobie własnej śmierci. Właśnie ta myśl pozwalała Natalii
znosić obozową rzeczywistość, choć pewnego dnia jej ciężar okazał się zbyt
wielki. Nieudana próba samobójcza pozbawiła ją dotychczasowego zajęcia, a w
dalszej perspektywie przyczyniła się do odesłania jej do innego obozu.
Niezwykle
ciekawe przypadki reakcji skazanych na obozową rzeczywistość kryją się również
pod postaciami Rusto Karinena, Miszy Kostylewa, czeczeńskiego górala z Kaukazu,
trzech węgierskich zakonnic, czy choćby samego narratora, Gustawa
Herlinga-Grudzińskiego. Wymienione wyżej postaci, pod wieloma względami zupełnie
różne, łączy jedno – próba zachowania swego człowieczeństwa, ochrony własnej
ludzkiej godności, niezgoda na piętno człowieka złagrowanego. Bo też ocalanie człowieczeństwa
i wewnętrznej wolności, odmowa poddania się złu – stanowią zasadnicze przesłanie Innego świata.
Wspomnienia autora z pewnością stanowią szokujące świadectwo
wynaturzeń i zbrodni sowieckiego systemu totalitarnego. Rzeczywistość sprzed
ponad 70 lat, opisana w utworze, wydaje się dziś wręcz niewiarygodna, choć poza
G. Herlingiem-Grudzińskim, jej istnienie potwierdzało wielu innych pisarzy, w
tym również rosyjskich. Było trudno i długo zrozumieć światu, że system
komunistyczny spowodował tyle samo zła, ile wyrządziły go faszyzm i nazizm. Inny świat z
utworu Herlinga-Grudzińskiego to przestrzeń straszna, odrębna, do niczego niepodobna, to świat, w którym panują inne, odrębne prawa, inne obyczaje, inne
nawyki i odruchy. Jest to świat radzieckich łagrów, a poprzez nie także
obraz totalitarnego państwa i społeczeństwa radzieckiego.
Obraz tego
demonicznego świata ma wymowę poruszającą, przygnębiającą, jednakże utwór Herlinga-Grudzińskiego
nie jest przepełniony wyłącznie pesymizmem i przekonaniem o absolutnej
dominacji zła w opisanej rzeczywistości. Jego dzieło jest bowiem również
opowieścią o heroicznych próbach ocalania człowieczeństwa i wewnętrznej
wolności, które dawno temu zapoczątkowały późniejszy kres zbrodniczego systemu.
Stąd, wśród wstrząsających narracji o upadku człowieka, jego poniżeniu,
upodleniu w totalitarnym państwie (którego kwintesencją były łagry), znalazły
się też wspomnienia budujące, jak historia Michaiła Kostylewa, węgierskich
zakonnic, pielęgniarki Jewgienii, protestu głodowego Polaków, a wśród nich
autora Innego świata.
Oprócz tysięcy
złamanych, mentalnie przekształconych, uprzedmiotowionych ludzi, w tym demonicznym świecie znaleźli się
również ci, którzy odmówili poddania się złu, choćby za cenę męczeństwa i
śmierci. I nie sam wybór był tu najważniejszy, ale dojrzałość do niego,
wymagająca wyzwolenia się ze złagrowanej mentalności zbiorowej, poskładania zdezintegrowanej osobowości na nowo, ożywienia umarłej pamięci o własnym
człowieczeństwie. Jakże skomplikowane prowadziły do tego procesy, jakiego hartu
ducha wymagały, jakim zostały okupione cierpieniem – tego wszystkiego świadectwem
jest utwór G. Herlinga-Grudzińskiego, pisarza, który najpierw sprzeciwił się
złu, głodując w Jercewie, następnie odmówił rozgrzeszenia dawnemu współwięźniowi,
podczas pobytu w Rzymie w 1945 r., wreszcie powrócił do traumy strasznych
wspomnień, by je spisać ku przestrodze i czujności kolejnych pokoleń.
Wszystkie teksty na tej stronie są mego autorstwa.
Nie zezwalam na ich kopiowanie i publikowanie bez mojej zgody.